Recenzje 2006

Orkiestra zabłysnęła w Uwerturze do "Włoszki w Algierze", której Michniewski nadał znakomity puls rytmiczny. Uwertury Rossiniego to istne cacka, ale wiemy, jak trudne niekiedy do grania. Z pełną satysfakcją przyjęliśmy staccatowe perełki, które rozsypywał obój w solowych tematach, i z nie mniejszą przyjemnością polot i wzorową artykulację smyczków.
[...]
Wojciech Michniewski towarzyszył jej [Ewie Podleś] czujnie w zmiennych nastrojach i prowadził orkiestrę bardzo elastycznie, dając dowód, że słoneczny świat tradycyjnej opery włoskiej nie jest mu obcy. Słuchacze wyklaskali z uporem dwa popisowe bisy - arię z "Włoszki w Algierze" oraz "Canzonettę" - i donośnie demonstrowali swój zachwyt z iście południową żywiołowością, prawie tak, jak w operze mediolańskiej za czasów Rossiniego.

Dziennik Polski


[...] Inauguracja z Barbarą Hendricks i Johnem Nealem Axelrodem była wspaniała! Zwłaszcza "Fantastyczna" Berlioza. Ktoś ze znajomych powiedział, że niemal nie rozpoznał tego utworu - sztandarowego przecież dzieła muzycznego romantyzmu! To fakt. Sinfonietta i dyrygujący nią Axelrod uczynili z symfonii świeżuteńkie cudo. Bawili się konwencją (klarnety w scenie "Sabatu czarownic"), czarowali liryzmem i przytłaczali ogromem brzmienia (widowiskowa gra sekcji dętych blaszanych). Ale i to powiedzieć za mało. [...]

Tomasz Handzlik

Gazeta Wyborcza


W filharmonicznej sali panowała skupiona cisza. Dawno nie doświadczyłam takiego stężenia emocji. A pod biało-różowym plafonem niósł się śpiew. To zamierał, to budził się do pełnego ekspresji lotu. Na estradzie wśród tłumu muzyków, a przecież absolutnie samotna, stała modląca się śpiewem kobieta. Barbara Hendricks na bis powiodła słuchaczy w świat gospel. [...]
Wielka artystka okazała się idealną interpretatorką muzycznych opowieści o miłości. Radość i smutek, entuzjazm i zazdrość, perspektywa życia i śmierć, wszystko to było obecne w muzycznych klejnotach Berlioza, a wszystko - zgodnie z duchem muzyki - delikatne, prawdziwe i eleganckie zarazem, powiedziane, a raczej wyśpiewane jakby mimochodem, choć przecież całym sercem. Doskonale w taką wizję cyklu Berlioza wtapiała się Sinfonietta Cracovia, dając kolor i potęgując nastrój poszczególnych pieśni.

Równie interesująca i równie oryginalna była - pod batutą Johna Neala Axelroda - interpretacja "Symfonii fantastycznej" Berlioza. I znów mimo potężnej obsady instrumentalnej podziwiać można było przejrzystość berliozowskiej partytury.

Dyrygent świetnie zbudował dramaturgię całości, pieczołowicie zarazem wypracowując każdy detal. Ileż tam było romantycznych uniesień, zawahań, wątpliwości, niedopowiedzeń... wszak dzieło Berlioza to historia skomplikowanej miłości... jak zwiewny był walc... jak poruszająca końcowa scena sabatu... John Neal Axelrod raz jeszcze okazał się mistrzem, a rozbudowana tym razem Sinfonietta Cracovia - organizmem muzycznym wrażliwym i perfekcyjnym zarazem. [...]

Anna Woźniakowska

Dziennik Polski


Na początku tego roku orkiestra Sinfonietta Cracovia rozpoczęła swój pierwszy regularny sezon koncertowy. Skrupulatnie i ciekawie zaplanowany obfitować miał w wyjątkowe wydarzenia muzyczne. Już po jego sześciu miesiącach śmiało można powiedzieć, że się udało.

[...]

...Sinfonietta zachwycała perfekcyjnym zgraniem, jak i świetnym opanowaniem niełatwego przecież programu. Urzekała nie tylko pełnią symfonicznej siły brzmienia, ale też melodyjną subtelnością (piękne solowe partie pierwszych skrzypiec i altówki w "Medea's Meditation and Dance of Vengeance"). Prowadzący zaś zespół Axelrod dyrygował z charyzmą oraz porywistym, dzikim wręcz zacięciem.

Tomasz Jakub Handzlik

Gazeta Wyborcza


John Axelrod, Edward Hirsch, Sinfonietta Cracovia
Charles Ives - Variations on America
Aaron Copland - Lincoln portrait
Samuel Barber - Medea's meditation and dance of vengeance
Leonard Bernstein - West side story, Symphonic dances
25.06.2006


[...] Wieczorem w filharmonicznej sali Sinfonietta Cracovia pod dyrekcją Johna Neala Axelroda grała utwory "Variations on America" Charlesa Ivesa, "A Lincoln Portrait" Aarona Coplanda, fragmenty baletu "Medea" Samuela Barbera i suitę tańców z "West Side Story" Leonarda Bernsteina. Było to wykonanie porywające, pełne blasku i temperamentu. Ten "amerykański" wieczór był nie tylko wyśmienitą muzyczną rozrywką, ale i ciekawą lekcją poglądową, wzbogacającą naszą wiedzę zarówno na temat muzyki amerykańskiej, jak i pośrednio na temat charakteru narodu, w którym taka muzyka powstała.

[...]

Anna Woźniakowska

Dziennik Polski


John Axelrod, Kaja Danczowska, Sinfonietta Cracovia
Jean Sibelius - Finlandia op. 26
Erich Wolfgang Korngold - Koncert skrzypcowy D-dur op. 35
Piotr Czajkowski - V symfonia e-moll op. 64
15.05.2006


[...] Jak można się było przekonać, Koncert D-dur Korngolda, w którym pobrzmiewają echa jego muzyki filmowej, spełnia te wymogi w stu procentach... Kaja Danczowska czarowała wirtuozowską zwinnością, żywiołowym temperamentem i uwodziła słodkim liryzmem kantylen, budząc taki entuzjazm słuchaczy, że finał z zabawnie rubasznym tematem musiano bisować.

Patriotyczny patos "Finlandii" Sibeliusa zupełnie mnie nie porusza, ale muszę przyznać, że blacha, szczególnie mocno eksponowana w tym utworze, zabrzmiała z tak zniewalającą potęgą brzmienia, że zacząłem się zastanawiać, czy John Axelrod nie przemycił do zespołu jakichś amerykańskich trębaczy i puzonistów. To świetny dyrygent. Lubi efekt zewnętrzny, ale wszystko, co robi, jest dyktowane muzyczną wrażliwością. Rezultaty jego współpracy z Sinfoniettą Cracovią są wręcz znakomite. W V Symfonii e-moll Czajkowskiego wykreował prawdziwie romantyczne bogactwo nastrojów: od złowieszczego "tematu losu" na wstępie, poprzez pięknie zagrane, owiane melancholią solo waltorni w Andante cantabile, do powiewnej elegancji walca w trzeciej części i brawurowego Presta w zakończeniu. W orkiestrze wzorcowa równowaga brzmienia i bardzo ładnie prowadzone dialogi instrumentów dętych ze smyczkami, które na odmianę w epizodach dynamicznych błysnęły porywającą drapieżnością.

Trzeba by sięgnąć pamięcią bardzo daleko wstecz, by przypomnieć sobie równie dobre wykonanie tej symfonii na krakowskiej estradzie.

ADAM WALACIŃSKI

Dziennik Polski


Filharmoniczna estrada pokryta różami, których głęboka czerwień przypomina gorącą temperaturę emocjonalną jednego z najpopularniejszych i najbardziej chyba erotycznych tańców świata - tanga. Na podeście usytuowanym w tyle estrady pary tancerzy zastygają w coraz to innej tanecznej figurze. Na estradzie Tangata Quintet i Sinfonietta Cracovia grają utwory Astora Piazzolli.

W tegorocznym repertuarze krakowskiej orkiestry znaleźć można zarówno wielką klasykę, jak i repertuar z pogranicza muzyki użytkowej, że przypomnę wieczór muzyki filmowej czy zaplanowany na czerwiec kolejny koncert z cyklu "Rhythm & Swing". To dobry chwyt marketingowy zapełniający koncertową salę i zyskujący orkiestrze popularność wśród szerokich rzesz słuchaczy. Co ważne, każdy z koncertów utrzymany jest na wysokim poziomie wykonawczym.

[...]

Tangata Quintet interpretuje Piazzollę w bardzo osobisty sposób. Wiele w nim swobody, improwizacji odchodzącej chwilami daleko od taneczności. Tak odczytany Piazzolla zyskał nowy, interesujący wymiar. Sinfonietta Cracovia grając aranżacje Tabęckiego dobrze wpisała się w ten nurt.

[...]

Anna Woźniakowska

Dziennik Polski


Tangata Quintet, Sinfonietta Cracovia
Astor Piazzolla - Tanga
25.04.2006


[...] Szkoda tylko, że orkiestra została wykorzystana w tak małym stopniu.To jednak, co zaaranżowano na oba zespoły, zrobiło wrażenie piorunujące. Smyczki doskonale uwypukliły zawartą w muzyce Piazzolli ekspresję związaną z ostrą, wyraźną rytmiką, piękną, często zaskakującą harmonią i pełnymi skrajnych emocji melodiami. Sinfonietta z największą naturalnością i swobodą współdziałała z kwintetem.

Występy Sinfonietty Cracovii coraz trudniej nazwać już tylko koncertami. Przybierają one bowiem postać widowiska. Podobnie było we wtorek - na doskonale zaadaptowanej na potrzeby chwili scenie (rozsypane róże, nieruchome pary tancerzy w tle) muzycy stali się również aktorami.

A na zakończenie - jak na koncert Piazzolli przystało - mocno energetyczne wykonanie "Libertanga". Reakcja publiczności była więc (i słusznie) do przewidzenia: trzykrotny bis.

Magdalena Gaisek

Gazeta Wyborcza


Piotr Anderszewski przyciągnął do sali filharmonii nadkomplet słuchaczy, bo też nieczęsto udaje się zwabić na krajowe estrady naszych najwybitniejszych wykonawców, którzy zrobili światowe kariery. Program koncertu wpisany był w rocznicę Mozartowską: Divertimento F-dur KV 138 i dwa koncerty fortepianowe, A-dur KV 488 i d-moll KV 466. Sinfonietta Cracovia, kierowana od pulpitu koncertmistrzowskiego przez Roberta Kabarę, błysnęła w Divertimencie, przypominając mi stylem gry słynny niegdyś zespół Virtuosi di Roma. Mówienie, że Anderszewski to wielka indywidualność jest już "medialnym banałem", ale w jego interpretacjach nie ma ani cienia banalnej konwencjonalności. Dyrygując dyskretnie od fortepianu, nadał koncertom bardzo spójny charakter. Pierwsze solo fortepianu w Koncercie A-dur wyłoniło się ze wstępnego tutti orkiestry z niezwykłą naturalnością i pozwoliłem sobie na przyjemność delektowania się muzyką Mozarta, płynącą spod palców Anderszewskiego z krystaliczną przejrzystością, bez brania pod krytyczną lupę jego gry. Był mi on sojusznikiem w śledzeniu tajemnicy piękna Mozartowskiej formy i zachowam ten wieczór w pamięci, odnotowując z recenzenckiego obowiązku, że aplauz był entuzjastyczny i po romantyzującym Koncercie d-moll powtórzono na bis Andante z Koncertu A-dur, a potem finał w tempie presto, zagrany rzeczywiście bardzo szybko, ale także con gusto, z wybornym smakiem, co Mozart szczególnie cenił.



Adam Walaciński

Dziennik Polski


Wieczór zainaugurowało wykonane przez orkiestrę trzyczęściowe Divertimento (Kwartet) F-dur KV 138 pod wodzą koncertmistrza zespołu Roberta Kabary. Ta niewielkich rozmiarów błyskotliwa kompozycja przeznaczona na zespół smyczkowy tylko pozornie sprawia wrażenie łatwej. Przed wykonawcami, podobnie jak większość dzieł Mozarta, stawia jednak wysokie wymagania nie tyle techniczne, co interpretacyjne. Sinfonietta doskonale uwypukliła odmienną ekspresję poszczególnych części oraz subtelność w prowadzeniu muzycznych myśli połączoną z elegancją typową dla mozartowskiego stylu. No i wysublimowanie dźwięku oraz niezwykle wyrafinowaną dynamikę, które zapanowały też w dalszych częściach koncertu.

Po krótkiej przerwie i chwili wyczekiwania na scenie pojawił się Piotr Anderszewski. Najpierw zagrał radosny Koncert fortepianowy A-dur KV 488, po nim zaś bardziej dramatyczny Koncert d-moll KV 466. Wykonanie urzekło nie tylko precyzją i wrażliwością, szczególnie słyszalnymi w kadencjach, czy konsekwencją, z jaką Anderszewski prowadzi muzyczną dramaturgię, ale relacjami między fortepianem a orkiestrą. Rzadko możemy obserwować tego rodzaju integrację, w której solista tak umiejętnie wtapia się w zespół, zachowując jednocześnie odpowiednie proporcje dynamiczne. Za majstersztyk uznać należy interpretacje części wolnych koncertów, w których głębia wyrazu poprzez podtrzymywanie przez orkiestrę intymnego nastroju zawartego w partii fortepianu przybrała postać najdoskonalszą.



Magdalena Gaisek

Gazeta Wyborcza


Wtorek, 28 marca 2006
Piotr Anderszewski - fortepian
Sinfonietta Cracovia

w programie:

Wolfgang Amadeusz Mozart:
Koncert fortepianowy d-moll nr 20 KV 466
Koncert fortepianowy A-dur nr 23 KV 488


Wirtuoz kontrastów

W koncertach fortepianowych Mozarta ten pianista pięknie kreślonymi frazami przekonuje do swoich racji, sprawnie prowadzi z orkiestrą dialog, zaskakuje niebywałą dramaturgią wypowiedzi.

Występy Piotra Anderszewskiego budzą w Polsce duże zainteresowanie. Nie inaczej było we wtorek w krakowskiej filharmonii. W wypełnionej po brzegi sali wspólnie z orkiestrą Sinfonietta Cracovia wykonał koncerty A-dur KV 488 oraz d-moll KV 466 Mozarta.

Oba utwory, choć odmienne w typie ekspresji, niosły wyraźne piętno stylu Anderszewskiego - pianisty precyzyjnego, z lubością dopieszczającego każdy dźwięk, z namaszczeniem rzeźbiącego frazy, wreszcie potrafiącego umiejętnie wtopić się w brzmienie orkiestry. Muzyka Mozarta pozwoliła mu ponadto po raz kolejny udowodnić, że jest wirtuozem kontrastów.

Szczególnie w koncercie d-moll Anderszewski odważnie zestawiał niemal szmerowe dźwięki z dramatycznymi figurami dźwiękowymi. Jednocześnie przez cały czas trzymał w ryzach tempo, kiedy trzeba powściągał emocje (zjawiskowe wręcz allegro), innym razem zaś bawił się skocznymi melodiami ronda. W pięknej romance fascynował zaś aurą tajemniczości, liryką i niezliczonymi odcieniami piana.

Dyrygując orkiestrą, szczególnym upodobaniem darzył Piotr Anderszewski instrumenty dęte. Pozwalał brylować ślicznej kantylenie oboju czy groteskowym motywom fagotu, słusznie zakładając, że miękko brzmiące smyczki Sinfonietty dadzą sobie bez jego wskazówek radę.

Umiłowanie muzyki o skrajnych emocjach stało się jednak w koncercie A-dur dla Anderszewskiego niebezpieczne. Ostatniej części kompozycji - presto - brakowało bowiem rygoru, a ozdobniki solisty nie grzeszyły przejrzystością. Szczęśliwie muzycy, powtarzając wzorcowo tę część na bis, odebrali malkontentom wszystkie argumenty.



Daniel Cichy

Rzeczpospolita


Mogło sie skończyć na ciekawym, efektownym repertuarze. Wydarzyło się jednak znacznie więcej. Sinfonietta Cracovia pod wodzą Johna Neala Axelroda nie tylko fanom muzyki filmowej zafundowała niezapomniany wieczór [...]

Sinfonietta Cracovia odsłoniła pełnię możliwości brzmieniowych. Poszerzony na tę okoliczność do rozmiarów orkiestry symfonicznej z dwoma fortepianami, harfą i rozbudowaną grupą perkusji zespół zachwycił nie tylko ciepłem i głębią brzmienia [...]

- Tak gra orkiestra, kiedy moc jest z nią - zapowiedział Axelrod przed wykonaniem wieńczącej koncert suity z "Gwiezdnych Wojen". I rzeczywiście, Sinfonietta zagrała z iście kosmiczną siłą.



Magdalena Gaisek

Gazeta Wyborcza


Muzyczna galanteria, jaką nam zaserwowano, została bowiem napisana z pełną znajomością nie tylko kompozytorskiego rzemiosła, ale i psychologicznego oddziaływania muzyki sprzężonej z obrazem na jego odbiorcę. Poszczególne tematy, świetnie zinstrumentalizowane, zostały równie doskonale wykonane. Profesjonalizm muzyków zasiadających w niedzielę na filharmonicznej estradzie okazał się najwyższej próby [...] W sumie wieczór ciekawy, sądząc po tłumie publiczności i jej entuzjastycznych reakcjach - potrzebny. Obyło się na szczęście bez popcornu.



Anna Wożniakowska

Dziennik Polski


Niedziela, 5 luty 2006
John Williams & Legendy Hollywood
John Axelrod - dyrygent
Sinfonietta Cracovia


W niedzielny wieczór magia X Muzy przemieniła brzmienie salę Filharmonii w sale kinową. Jeśli kilka nut motywu przewodniego potrafi przywołać żywe obrazy, emocje, bohaterów i ich perypetie, to licznie zgromadzona publiczność w ciągu dwóch godzin obejrzała kilkanaście arcydzieł kinematografii. Rzecz jasna - na ekranie wyobraźni. [...] gratulacje należą się muzykom, zarówno za otwarcie na muzykę inną niż klasyczny repertuar symfoniczny, jak i za świetne wykonanie utworów, które wbrew pozorom nie zawsze są orkiestrowymi samograjami.



Marcin Strzelecki

Gazeta Krakowska


Emocjonująco i z typową dla tego zespołu wrażliwością Sinfonietta Cracovia zainaugurowała we wtorek w Filharmonii Krakowskiej swój sezon artystyczny.
Wykonanie kompozycji klasyków wiedeńskich przez wciąż jeszcze młody zespół zdążyło już zdobyć uznanie nie tylko krytyków, ale i melomanów [...] Jednolite brzmienie orkiestry i olbrzymie wyczulenie na barwę, w połączeniu z nieprawdopodobnym wręcz zgraniem i precyzją, sprawiły, że wykonanie to było naprawdę wspaniałe.



Magdalena Gaisek

Gazeta Wyborcza


Wtorek, 17 stycznia 2006
Koncert inauguracyjny sezonu 2006
Robert Kabara
Sinfonietta Cracovia

w programie:

Wolfgang Amadeusz Mozart - Serenada nr 7 D-dur "Haffnerowska" KV 250
Witold Lutosławski - Muzyka żałobna na orkiestrę smyczkową
Dymitr Szostakowicz - Symfonia kameralna op. 110
Krzysztof Penderecki - Chaconna na orkiestrę smyczkową


Sinfonietta Cracovia zainaugurowała sezon artystyczny jedną z najpiękniejszych choć i chyba najtrudniejszych jego serenad - Serenadą D-dur "Haffnerowską" KV 250 napisaną przez 20-letniego kompozytora z okazji ślubu córki burmistrza Salzburga Siegmunda Haffnera. Przeznaczenie utworu niewątpliwie wpłynęło na jego charakter. Serenada D-dur urzeka pogodą, mimo obszernych rozmiarów ma lekkość bibelotu. Stawia jednak przed wykonawcami poważne zadania. Podstawowym wyzwaniem jest takie zaplanowanie napięć muzycznych, aby z ośmiu części dzieła stworzyć jedność, zbudować konsekwentną dramaturgię muzyczną całości. Dalej - trzeba pokonać techniczne trudności Mozartowskiej partytury, aby uwydatnić wszelkie jej "smaczki" melodyczne, harmoniczne i fakturalne, ukazać jej doskonałość muzyczną. We wtorek Sinfonietta Cracovia prowadzona od pulpitu przez Roberta Kabarę, który był także świetnym wykonawcą solowych partii skrzypcowych ozdobionych przez niego efektownymi kadencjami, w pełni sprostała zadaniu. Radosne, błyskotliwe "Allegra", nostalgiczne "Adagia", taneczne "Menuety" grane stylowo, z pasją i polotem były prawdziwą radością dla uszu i serc.
Po przerwie zapanował poważniejszy nastrój. Drugą część koncertu wypełniły bowiem: "Muzyka żałobna" Witolda Lutosławskiego w wykonaniu Sinfonietty Cracovii interesująco wywiedziona z wiolonczelowego sola, doprowadzona do kulminacji i pięknie wygaszona w emocjach, a wszystko jakby na jednym oddechu, jednym muzycznym łuku; "Symfonia kameralna" op. 110a Dymitra Szostakowicza - muzyka dramatyczna, ostra, zawodząca jak płaczka na polu śmierci, oraz "Chaconna" Krzysztofa Pendereckiego. Słuchałam tego utworu po raz drugi w ciągu kilku miesięcy, a przecież jak kompletną nowość. Ile zależy od właściwego odczytania partytury! W interpretacji Sinfonietty Cracovii urzekała nie tyle uroda muzyki Pendereckiego, co jej głębokie dramatyczne przesłanie.



Anna Woźniakowska

Dziennik Polski